MIGAWKI MIESIĄCA: WRZESIEŃ 09 / 2018

MIGAWKI MIESIĄCA WRZESIEŃ 2018

Dzień dobry! 🙂

 

Pora na podsumowanie września 🙂

Trzeci miesiąc na działce na wsi.

Wrzesień jako pomost pomiędzy latem a jesienią minął mi naprawdę prawie, że niezauważenie. Śmiało mogę powiedzieć, że miesiąc zdominowały tematy: spotkań towarzyskich, wykonywania rozmaitych prac działkowych, ogarnianie działkowych kotów oraz grzyby. Z większych atrakcji pojawiły się dwa wypady: do Jury Krakowsko – Częstochowskiej na Szlak Orlich Gniazd oraz do Łodzi na Light Move Festival, czyli Święto Światła 🙂

co się działo u nas we wrześniu?

Spotkania towarzyskie

We wrześniu cieszyliśmy się aż trzeba spotkaniami towarzyskimi. Oczywiście wszystkie na dworze, przy ognisku, korzystając z ostatnich chwillkońca lata.

Pierwsze spotkanie było z dalszą rodziną, z którą widziałam się drugi raz od czasów dzieciństwa. To było bardzo ciekawe powspominać czasy dzieciństwa, zobaczyć je oczami innej osoby, powspominać nieżyjących już dziadków i dowiedzieć się historii, których się nie znało. O tylu osobach z rodziny często się nic, albo niewiele wie…

Kolejnym spotkaniem była wizyta Lutków, naszych znajomych, u których byliśmy miesiąc wcześniej na weselu. Poza omówieniem wszystkich zaległości, wybraliśmy się do lasu na grzyby. Grzyby znaleźliśmy, a oprócz tego wynieśliśmy trzy razy większą torbę śmieci, którą dzielnie dźwigał Wilk (Dziękuję! :*) Oprócz tego znaleźliśmy też trochę dzikich roślinek jadalnych i w efekcie powstała fantastyczna i inna niż zwykle zupa grzybowa – trzymajcie rękę na pulsie, bo niedługo przepis pojawi się na blogu 🙂 Takiej pewnie jeszcze nie jedliście 🙂

Trzecim spotkanie było z Magdą i Darkiem, którzy wpadają do nas co najmniej raz o każdej porze roku. Jak zwykle spędziliśmy super czas (dziękujemy za pomoc z grabieniem liści!), ale tym razem w końcu udało nam się pograć w bule (a kilka razy wcześniej się nie składało). Co więcej – była to offroad’owa gra w bule, ze względu na pofałdowanie terenu na naszej działce 😀 Gra w bule ogromnie nam się spodobała i raczej na pewno kupimy sobie własne. Bardzo polecamy, świetna zabawa. Od razu założyliśmy też naszą ligę zwaną Szajką Buligańską. W razie jakiś mistrzostw w przyszłości, od razu samą nazwą onieśmielimy drużynę przeciwną! ;D

(Buliganizm W niektórych obszarach Francji (m.in. w Nièvre w zachodniej Burgundii, a także w Normandii, Langwedocji i na południowym zachodzie kraju) dochodziło do burd i aktów wandalizmu podczas turniejów gry w kule. Rywale ciskali w siebie nawzajem bulami, wdawali się w bójki i obrzucali obelgami. W Nievre, gdzie dochodziło do najpoważniejszych aktów przemocy rozgrywki zostały zawieszone, a po uspokojeniu sytuacji wznowione w ograniczonym zakresie. Część zawodników o przyczyny zajść oskarżała miejscowych Romów, którzy uwielbiali petankę, zaś inni uważali, że problemem jest spożywanie napojów alkoholowych. W związku z tym padały również sugestie wprowadzenia prohibicji w miejscach rozgrywek.Termin buliganizm wprowadziła lokalna prasa francuska. Źródło: Wikipedia)

 

Działkowe koty do adopcji

Kociaki do adopcji

Wrzesień zdecydowanie upłynął też pod hasłem ogarniania naszego działkowego kociego towarzystwa. Od wielu lat opiekujemy się półdzikimi działkowymi kotami, które mają u nas na działce swoją kociarnię. W kociarni mają budy na zimę oraz budy zewnętrzne. Niektóre koty są stałe, inne pojawiają się rotacyjnie.

W tym roku w lato dwie kotki przyprowadziły nam kocięta. Hurraaaa… 😀

Co się w międzyczasie działo, to jest fabuły na osobny wpis! Łapanki, jazdy do weterynarzy, podawanie maluchom leków. Albo całodzienne łapanie malucha, który się zgubił w chaszczach na sąsiedniej działce, a matka z jakiegoś powodu go zupełnie olała. Albo siedzenie z maluchem całą noc w objęciach, bo inaczej zaczyna płakać.

W międzyczasie zdarzył się – dosłownie – cud i pojawiła się w naszym życiu niesamowita Pani weterynarz z Warszawy, która, jak się okazało ma działkę kilka domów dalej. Naprawdę nie przesadzę, jeśli powiem, że spadła nam jak z nieba! Zaoferowała pomoc w kastracji i sterylizacji całego towarzystwa! Dwa – kotkę i kocura mamy już odhaczone, nawet udało mi się asystować przy zabiegu kastracji 🙂 W międzyczasie trzeci kot złapany na kastrację, okazał się kotką z ropomaciczem. Była to kotka młoda, nierodząca, nie dostawała hormonów. Ludzie, nie wahajcie się – sterylizujcie i kastrujcie swoje zwierzęta. I jak przebywają poza domem, aby ograniczać populację i dawać szansę bezdomniakom, i te kanapowe – dla ich zdrowia i długości życia.

Teraz kluczową sprawą jest nalezienie dobrych domów dla trójki kociaków.

Maluchy nie mogą zostać na działce, bo noce są już bardzo zimne. W zimę też takie młodociane szczyle nie dadzą sobie same jeszcze rady 🙁 Bez znalezienia im domu nie możemy też doprowadzić do końca sterylizacji, bo przecież nie możemy złapać matki, a maluchów zostawić samych na działce 🙂

Jeśli więc myślicie o adopcji to piszcie koniecznie! 🙂 A jeśli nie macie jeszcze kota, jako doświadczeni kociarze polecamy adopcję rodzeństwa w dwupaku, a jeśli już macie kota, to polecamy dobranie mu towarzystwa. Dlaczego?
Odpowiedź w artykule, który wyjaśnia, czy adoptować jednego kota, czy dwa.

Nawet jeśli nie chcecie czy nie możecie sami wziąć kotka, to proszę – udostępnijcie na facebooku, przekażcie dalej mailem. Nigdy nic nie wiadomo – może ktoś ze znajomych znajomych albo ich rodziny zdecyduje się przyjąć kotka! Im więcej osób się o tym dowie, tym większą maluchy mają szansę na dom <3

A skoro o kotach mowa… to poznaliście już nasze domowe koty? Niezła z nich szajka cwaniaków, ale nie wyobrażamy sobie bez nich życia i są naszą codzienną radością i miłością!

Poznajcie nasze koty! Dziś Dzień Kota – a kto ma kota ten codziennie ma dzień kota! 😉

Spontaniczny wypad na Szlak Orlich Gniazd

We wrześniu Wilk zorganizował szalony jednodniowy wypad na wędrówkę na Szlak Orlich Gniazd… z województwa mazowieckiego 🙂 Uwielbiam takie spontaniczne wypady, a im niej racjonalne tym lepiej 🙂 Co więcej, dokładnie tego dnia przegraliśmy w ruletkę pogodową, bo w miasteczku powitała nas ulewa i zrobiło się chłodnawo (przed weekendem i po była piękna pogoda) :D, ale nie przejęliśmy się tym. Chcieliśmy nawet kupić sobie peleryny (jak mnóstwo innych turystów zaskoczonych deszczem), ale pani w sklepie strzeliła ceną 18 lub 28 zł za chińską plastikową badziewiastą pelerynę. Dzięki temu się w porę opamiętałam i stwierdziłam, że najwyżej będziemy moknąć w imię #zerowaste 😀 Wędrówkę rozpoczęliśmy w Olsztynie od wizyty w knajpce aby przeczekać ulewę. Na pocieszenie wciągnęliśmy epicko tłuste frytki, herbatę (tu musieliśmy się zapisać do kolejki po filiżankę bo zabrakło i czekać z dobre 30 min :D) i zalaliśmy wszystko lufą paskudnej grejpfrutówki na rozgrzewkę.

Tak wzmocnieni ruszyliśmy w naszą trasę Olsztyn – Zrębice – Olsztyn. Postanowiliśmy zrobić pętlę, aby wyruszyć i skończyć w Olsztynie i nie wracać tą samą drogą. Zrobiliśmy około 17 km. Na początku trasy od czasu do czasu trochę kropiło, ale ogólnie było przepięknie, wyszło słońce. Las był zachwycający i cały się skrzył od promieni słońca padających na krople i mokre liście. Mniej więcej w połowie trasy znowu zaczęło konkretnie lać, szlakiem zaczęły płynąć potoki wody. Schowaliśmy się pod parasolem i drzewem. Konsumując zapasy zastanawialiśmy się co dalej. Przez chwilę myśleliśmy o powrocie, ale zaraz uznaliśmy, że nie ma to najmniejszego sensu. Kiedy drzewa zaczęły przepuszczać krople, stanie pod nimi również mijało się z celem, więc po prostu ruszyliśmy dalej.

Niedługo potem przestało padać i całkiem całkiem się wypogodziło. Doszliśmy do Zrębic, a przemiły dziadek na rowerze skierował nas do kapliczki i źródełka św. Idziego. O ile nigdy nie mam problemu z piciem wody z rozmaitych świętych źródełek, to tym razem mój umysł wziął górę. Woda wyciągnięta przez Wilka ze studni była tak brudna, że zupełnie zwątpiłam w jej dobroczynne właściwości 😉

W czasie naszej wędrówki robiliśmy jednocześnie trial geocaching’owy i udało nam się znaleźć aż 37 skrzynek, co jest dość ładnym wynikiem 🙂 A jeśli nie wiecie o czym mówię, to koniecznie zajrzyjcie do tego wpisu: 🙂

Geocaching? Co to?

Łódź: Light Move Festival, Kler, libańska knajpka, basen i sauna

W ostatni weekend września z kolei balowaliśmy z rozmachem w Łodzi 🙂  Naszym głównym celem  było Święto Światła, czyli Light Move Festival, na którym po raz pierwszy byliśmy dwa lata temu i było po prostu fantastycznie – link do wpisu poniżej. W zeszłym roku byliśmy na podobnym święcie w Lyonie we Francji, a w tym ponownie postanowiliśmy zawitać do Łodzi, bo… w Łodzi mappingi i instalacje podobały nam się dużo bardziej niż w Lyonie!

I co? I pstro… W tym roku było baaardzo kiepsko! Przynajmniej jak ktoś ma porównanie do edycji 2016. Była dosłownie 1/4 tego co dwa lata temu. Nie wiem o co chodzi, ale różnica jest tak rażąca i drastyczna, że ewidentnie gdzieś wyżej coś złego musiało się zadziać. Nie mniej jednak i tak fajnie było się poszlajać po Łodzi nocą. Braki w repertuarze powetowaliśmy sobie za to wizytą w niepozornej knajpce libańskiej schowanej głęboko w podwórzu 🙂 Restauracyjka nazywa się Hamra – ma radosne wnętrze, pyszne jedzenie i przemiłą obsługę! Bardzo polecamy. W niedzielę jeszcze udało nam się rano skorzystać w hotelu z basenu i sauny, a potem po tak światowym weekendzie wróciliśmy do nas na wieś na działkę 🙂

Festiwal Światła Łódź 2016

Raport: #52newthingschallenge

W wyzwaniu #52newthingschallenge skupiamy się na tym aby dokumentować nowe doznania i sięgać po nowe.

53/2018: Szlak Orlich Gniazd – Olsztyn

54/2018: Serek litewski

55/2018: Balsam ryski

56/2018: Gra w bule

57/2018: Wielorazowe wkładki

To tyle podsumowania maja, a tymczasem…

zapraszam na:

  • migawki w postaci fotokolażu poczatku wpisu  (aby powiększyć kolaż i obejrzeć zdjęcia w powiększeniu, kliknij prawym przyciskiem myszy i „otwórz grafikę w nowym oknie” oraz powiększ kliknięciem),
  • Instagram oraz FB,
  • a poniżej wpisy z bloga, które pojawiły się w zeszłym miesiącu:

 

Co się działo w maju  na places and plants? 

 

jedzenie:

Lody smoothie z awokado i pokrzywy z nutą cytryny

poprzedni miesiąc:

MIGAWKI MIESIĄCA SIERPIEŃ 08 / 2018

A jak Wam minął ostatni miesiąc? Co fajnego zrobiliście / poznaliście / usłyszeliście / spróbowaliście lub jakieś inne “liście”? 🙂 Dajcie znać komentarzach na dole! 😉

MIŁEGO DNIA I DO PRZECZYTANIA! LISIA KITA

 

A jeśli podoba Ci się u nas na blogu to zostańmy w kontakcie!

  • Zapisz się na newsletter, aby otrzymywać powiadomienia o nowym wpisie na email. 
  • Polub nasz fanpage i obserwuj na Instagramie – to dla nas sygnał, że dobrze Ci się czytało 🙂
  • A jeśli tak było, to będzie nam super miło, jeśli zostawisz dwa słowa w komentarzu na dole. To nam daje ogromną motywację do pisania! A poza tym, chcemy Cię poznać, zamiast pisać do nie wiadomo kogo 🙂 <3

zajrzyj i polub nas na: facebooku !

obserwuj nas na: instagramie !

Jeśli Ci się podobało, to podziel się z innymi!