Bądź tą zmianą – podnieś, zabierz i wyrzuć

Mahatma Gandhi napisał przeszło 60 lat temu “Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Bardzo cenię ten cytat. Mówi on o tym, aby zmiany zaczynać od siebie, od środka wszechświata, od centrum, którym dla nas jesteśmy my sami. Nasza postawa, dobry przykład może działać więcej niż słowa, może zainspirować kolejne osoby. Bo w świecie rzeczywistym, tak naprawdę dużo bardziej liczy się choćby najmniejszy czyn niż najpiękniejsze przemowy czy narzekanie. Bądź tą zmianą, o której pisał Gandhi i weź ze sobą chociaż jeden ze śmieci w lesie. Natura pisze do nas list w butelce.

 

W poniedziałek był Dzień Ziemi

Myślę, że to dobra okazja aby napisać tekst na temat, który kłębi mi się po głowie od dłuższego czasu. A kłębi mi się szczególnie, gdy wracamy z łazęgi – ze wsi, z lasu, z łąki. Chodzi o śmieci, które spotykamy w wielu miejscach. Za każdym razem na ich widok na łonie natury bierze mnie jasna cholera. Towarzyszy jej nieustające zdumienie, cisnąca się na usta łacina i sto pytań do. Jak można, dlaczego, po co, co za ludzie, kto to, czemu, jak można to zmienić itp itd

Bo najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja tak bardzo, bardzo nie rozumiem jak w ogóle tak można robić… To jest sytuacja tak niepojęta, poza moją percepcją, że nie wiem, czy nawet lekko nie nadprzyrodzona – gdzieś z pogranicza Strefy Mroku i Archiwum X. Możliwość zrozumienia tej zagadki chyba znajduje się w czarnej dziurze mojego umysłu 😉 Motyla noga, chyba nawet jakby mi ręce połamało, to śmieci po sobie niosłabym w zębach!

Bo ja respekt i szacunek do natury mam tak wielki, że mój umysł nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że ktoś może pójść do lasu i po prostu zostawić po sobie śmieci. Albo w ogóle przyjechać specjalnie i wywalić wory ze śmieciami. Jest taka emotikon, któremu ze zdziwienia eksploduje głowa. Dokładnie tak się czuję, gdy o tym myślę, no dosłownie przepalają mi się zwoje.

Skąd to się bierze? Kim są ci ludzie? Skąd taki brak szacunku do natury, do przyrody?

Dla mnie ludzie, którzy tak robią to są chyba z jakiegoś innego plemienia. A raczej z innej planety mentalnej! Ta planeta leży nie to, że daleko od mojej planety. Oni są z jakiejś innej równoległej rzeczywistości. Czy to jest brak świadomości?  Nie przekonuje mnie to. Nie wiem – czy w dzisiejszych czasach ktoś może sobie jeszcze nie zdawać sprawy, że robi źle wyrzucając śmieci w miejscach do tego nie przeznaczonych? Skąd to się bierze? Co jest przyczyną?

Brak wiedzy? Edukacji? Wyobraźni? Bezmyślność? Lenistwo? Egoizm? Z biedy? 

Żeby była jasność: oczywiście nie mówię, że tylko śmiecenie w lesie jest be, a gdzie indziej na łonie natury, do rowu, albo w mieście to już mniej. Śmiecenie gdziekolwiek jest tak samo haniebne i odrażające. To jest dno mentalne i zero bezwzględne, którym się brzydzę do szpiku kości. Po prostu na potrzeby tego wpisu używam skrótu “śmieci w lesie” bo tam jest zawsze najgorzej, ale wiedzcie, że mam na myśli śmieci wszędzie.

Nie mniej jednak – jakby nie było, to w mieście nie da się porzucić na środku chodnika czy trawnika trzech worków własnych śmieci, wora butelek po wódce, beczek po nie wiadomo czym, starego telewizora, góry używanych butów czy muszli klozetowej. Są inni ludzie, jest monitoring miejski, ktoś mógłby zobaczyć, zgłosić. Nie to co w lesie. W mieście nawet jak leżą gdzieś śmieci, to jest większe prawdopodobieństwo, że prędzej czy później zostaną usunięte. Nie to co w lesie.

 

Ach, jak przyjemnie!

Uwaga wchodzimy na wyższy poziom. Bo oprócz bezmyślnych ludzi, którzy wywożą śmieci i odpady do lasu pozbywając się kłopotu, to okazuje się, że są też tacy, co lubią wśród śmieci się relaksować… To jest dopiero zagadka!

Od czasu do czasu, w trakcie naszych włóczęg z Wilkiem, mamy nieprzyjemność trafiać na “imprezowe” miejscówki na łonie natury. Polanka w zagajniku, meta na łące pod starym drzewem, plaża nad rzeką, miejsce na ognisko nad jeziorem. Byłyby pięknie. Byłoby.

Gdyby nie to, że widać, że miejsca te są często uczęszczane, żeby nie powiedzieć, że mocno eksploatowane rozrywkowo. W okół najczęściej: butelki szklane całe i potłuczone – po piwie i po wódce; puszki po napojach, puszki po jedzeniu, butelki plastikowe, torebki po chipsach, paluszkach, ciastkach, kiełbasie, mc donaldzie, styropianowe opakowania jedzeniu na wynos, kapsle, pudełka po papierosach i niedopałki, zużyte prezerwatywy. Śmieci nawarstwione z wielu, wielu imprez w tym miejscu.

A mi znowu mi dymią zwoje mózgowe. Bo znowu nie rozumiem… Jaka to przyjemność? Przyjść na ognisko i piwko w takim miejscu i siedzieć jak kwoka na grzędzie na tych śmieciach? Zabrać dziewczynę na seks w takich okolicznościach przyrody? I nie wpaść na to, żeby zabrać ze sobą worek na śmieci, wrzucić i zabrać chociaż po sobie? Że byłoby jednak przyjemniej?

Ale to nie zawsze jest sprawka wyłącznie samych imprezowiczów, czy meneli – jak to się najczęściej wydaje.

 

Oto historyjka z zeszłego roku, województwo mazowieckie, lato.

Jesteśmy ze znajomymi nad rzeczką, piękne lato. Pozornie – urocza rzeczka, w okół lasy, łąki, bucha zieleń, nad rzeczką plaża, kąpiele, no idylla po prostu, żyć nie umierać. A my? Nie wytrzymaliśmy tam nawet godziny.

Bo taka idylla by była, gdyby tylko nie było wyłażącego z krzaków i ludzi syfu.

Wszędzie dookoła, gdzie się nie przyjrzeć – w krzakach, zaroślach, pokrzywach, w zakolach rzeczki – śmieci wszelkich gatunków. Z przewagą butelek i puszek. Nie kilka, o nie. Moim już wprawnym okiem zbieracza oceniam, że gdyby wszystko zgarnąć, to kilka worów by wyszło jak nic.

W okół na “plaży” (jeśli tak nazwiemy skrawek piaszczysto – trawiastego niewielkiego półkola) na brzegu relaksują się na kocykach miejscowi. Trochę podpitych weekendowych imprezowiczów, co to butelki po piwie jeb w krzaki do kompletu, trochę rodzin z dziećmi. Obok nas leży rodzinka, mama, tata i dwójka, czy trójka dzieci, mniej więcej w naszym wieku, może młodsi. Na pierwszy rzut oka zupełnie zwyczajni. W pewnym momencie rodzinka zaczyna się zbierać do domu, pakować swoje bambetle, my coś tam z Wilkiem sobie gadamy patrząc na rzekę.

Po kilku chwilach odwracam się i … zamieram. Zatyka mnie z wrażenia i z chamstwa. Okazuje się, że rodzinka zostawiła po sobie (dosłownie pół metra od naszego miejsca): pustą plastikową butelkę po wodzie, opakowanie po ciastkach i … pełną pieluchę z dwójką! Tak blisko, że gdybym się nie obejrzała i po prostu położyła się do tyłu i odrobinę w bok, to miałabym duże szanse wylądować na pieluchę głową.  Kurtyna.

 

Weź ze sobą chociaż jeden… ze śmieci w lesie!

Kiedyś z Wilkiem oburzaliśmy się na widok śmieci i tylko cmokaliśmy z dezaprobatą i smutkiem. Ale w pewnym momencie postanowiłam, że zacznę to po prostu zmieniać. Ja to będę zmieniać i dzięki temu ja siebie zacznę zmieniać. Ja będę tą zmianą, którą chcę widzieć w świecie. Działanie ponad gadanie. I tak z Wilkiem od chyba dwóch, czy trzech lat zbieramy śmieci! 🙂

Zamiast marnować energię na czcze gadanie, narzekać jak tak można, to postanowiłam, że po prostu podniosę choć kilka ze śmieci w lesie i zabiorę ze sobą. Dla siebie. Włos mi z głowy nie spadnie, a oczyszczę las, zabiorę to, co krzywdzi naturę. Oczyszczę choćby malutki, najmniejszy kawałek. Dzięki mnie, chociaż ten mały kawałek wróci do swojego naturalnego piękna. Ja będę narzędziem, dzięki któremu wróci tu pierwotny stan. Dzięki mnie może następni spacerowicze nie pomyślą i nie powiedzą “zobacz, jaki syf, jak tak można, co za ludzie” itp, tylko może pomyślą “raju, jak tu pięknie!”. Może nie ucierpią zwierzęta. I to mi wystarczy.

 

A z okazji Dnia Ziemi chcielibyśmy Was namówić do dołączenia do nas!

Bądź tą zmianą i weź ze sobą chociaż jeden ze śmieci w lesie. Po prostu podnieś, zabierz i wyrzuć gdzie trzeba. Z lasu, z łąki, z pola, z plaży, z ulicy, ze środka miasta.

Spróbuj – satysfakcja gwarantowana! 🙂

Jeśli do nas dołączycie i macie ochotę się pochwalić swoimi zbiorami to wrzucajcie zdjęcia pod postem na fanpage bloga lub na instagramie dodając hasztag:

 #podnieś1zplacesandplants

 

Nie musicie od razu zbierać na wory. Ponieś i zabierz chociaż jeden. Po prostu chodzi o to, żeby nie odwracać głowy, zobaczyć śmieci i zobaczyć możliwość zmiany w sobie. Jak nic nie zmienisz to się nic nie zmieni! Czasem zbieramy całe worki, a czasem zabieramy z lasu tylko 2 – 3 śmieci, zależnie od możliwości i sytuacji. Chociaż jeden.

Ja wiem – to nie my śmiecimy, nie wy śmiecicie i zbieranie po innych to nie jest rozwiązanie tego problemu. Wiem. Ale może… jeśli ludzi dobrej woli i czynu będzie więcej, to zmiany zajdą szybciej? 

Mam nadzieję, że świat się budzi, że coraz więcej ludzi jest świadomych, zmienia się energia, zaczynają się zmiany systemowe i może w niedalekiej w przyszłości już nie będzie śmieci w lesie. Może zbierając zarazimy innych? Chociaż przyznam, że póki co to po spacerze w lesie, to sama byłabym za wlepianiem słonych dożywotnich kar potrącanych z każdej pensji i wysyłaniem na ciężkie przymusowe roboty związane ze zbieraniem lub segregacją śmieci. Myślę, że inwestycje w paragrafy, w kamery w lasach i ekzekwowanie prawa chyba zwróciłyby się po jednym sezonie 😉

Ludzie się coraz częściej aktywizują. Popularne stają się akcje sprzątania, oddolne śmieciowe inicjatywy, coraz więcej ludzi skrzykuje się w internecie na sprzątanie, bierze udział w wyzwaniach. Na instagramie modne staje się chwalenie się swoimi “zbiorami” pod hasztagami jak np. #trashchallenge. A słyszeliście o ploggingu, czyli joggingu połączonego ze zbieraniem śmieci? O takie mody walczymy! 😉 Oczywiście, śmieci mogą znowu wylądować w tym samym miejscu. Ale może przynajmniej będzie ich mniej. A może kolejna osoba już nie dorzuci swoich “bo i tak leżą”.

 

Śmieci w lesie to nie tylko problem estetyczny, to przede wszystkim zagrożenia!

Rozpisałam się nad sprawą śmieci z perspektywy estetyki i emocji osoby, która idzie odpocząć na łono natury, nacieszyć się przyrodą, a potyka się o śmieci w lesie. Tymczasem prawdziwy problem jest dużo większy. Śmieci są ogromnym zagrożeniem dla środowiska i przyrody! A rozkładają się dziesiątki i setki lat…

 

Zagrożenia wynikające z zalegania śmieci w środowisku naturalnym:

Potłuczone szkło, puszki, kapsle mogą skaleczyć zwierzę, albo Twoje dziecko na spacerze.

Linki, sznurki, druty, żyłki mogą spowodować zaplątanie się zwierzęcia i śmierć w męczarniach. Często sznureczki wykorzystywane są przez ptaki na własną zgubę do budowy gniazd, a zarówno dorosłe, jak i pisklęta mogą w nie zaplątać nogi.

W puszki po jedzeniu zwierzę może włożyć głowę, zaklinować się, udusić lub umierać przez wiele dni w męczarniach.

Torebki foliowe są połykane przez zwierzęta. Mogą się też zaplątać w torebkę kończynami lub głową.

Otwarte butelki po słodkich napojach i inne pojemniki są śmiertelną pułapką na zwierzęta, z której nie mogą się wydostać. Resztki alkoholu mogą stanowić śmiertelną dawkę dla zwierzęcia. W tym artykule przeczytacie o tym, o małym testowym badaniu, które wykazało jak duży może być problem pułapek: na 254 znalezionych pojemnikach – śmieciach, w 111 znaleziono 1465 martwych zwierząt, z 51 grup taksonomicznych, 4 gatunki objęte ochroną. Czy muszę coś dodawać? 🙁

Śmieci generują toksyczne dla środowiska substancje chemiczne. Szczególnie groźne są np. smary, oleje samochodowe, stare leki, opakowania po chemicznych środkach czyszczących i ochrony roślin, zużyte baterie, akumulatory, azbest, puszki po farbach i lakierach, klejach etc, które mogą prowadzić do zaburzenia działania ekosystemu, obumierania roślin, a nawet całych drzewostanów.

Wszelkie plastiki uwalniają cząsteczki do gleby i wód gruntowych.

Pomyśl o tym wszystkim, gdy następnym razem zobaczysz np. szklaną butelkę w lesie i stwierdzisz, że nie chce Ci się jej podnieść. W tym kontekście nasza pomoc może okazać się być albo nie być dla wielu istnień. Może tym małym gestem uratujesz las przed pożarem? Życie zwierząt i roślin?

Co jeszcze można zrobić? Jakie powinny być rozwiązania systemowe? Macie pomysły?

Może jakieś zabezpieczone przed zwierzętami kosze w lasach byłyby rozwiązaniem? My w Estonii, która jest czyściuteńka, w podmiejskich lasach pod Tallinem napotkaliśmy na takie rozwiązanie – kosze co jakiś czas, a oprócz tego na ścieżkach spacerowych znaki informujące np. “Do najbliższego kosza na śmieci jest 500 m”. Może u nas też by się takie rozwiązanie sprawdziło?

I na koniec pamiętajcie jeszcze o jednym. Jeśli natkniecie się na większą ilość śmieci, dzikie wysypisko, to koniecznie zapiszcie to miejsce np. stawiając znacznik na mapie w telefonie, sprawdźcie gdzie u was można zgłosić i zgłoście to!

Zbieracie z nami? 🙂

A poniżej wpisu zapraszam na śmieciową galerię!

 

pięknego dnia i do przeczytania! :*

lisia kita

 

A jeśli podoba Ci się u nas na blogu to zostańmy w kontakcie!

  • Zapisz się na newsletter, aby otrzymywać powiadomienia o nowym wpisie na email. 
  • Polub nasz fanpage i obserwuj na Instagramie – to dla nas sygnał, że dobrze Ci się czytało 🙂
  • A jeśli tak było, to będzie nam super miło, jeśli zostawisz dwa słowa w komentarzu na dole. To nam daje ogromną motywację do pisania! A poza tym, chcemy Cię poznać, zamiast pisać do nie wiadomo kogo 🙂 <3

zajrzyj i polub nas na: facebooku !

obserwuj nas na: instagramie !

 

 

 

Jeśli Ci się podobało, to podziel się z innymi!