wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

Wegański Zanzibar i lekcja gotowania z Sharą z Tangawizi Bistro

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

Dzisiejszym kulinarnym wpisem wracamy na Zanzibar. Będzie o tym, co wegańskiego udało nam się upolować, no i odpowiemy na kluczowe pytanie: czy było smaczne i czy wegański Zanzibar jest możliwy? Nie jest to z pewnością wpis wyczerpujący temat wszystkich wegańskich opcji na Zanzibarze, a raczej subiektywna relacja z tego co jedliśmy. Udało się nam spróbować kilka ciekawych rzeczy, a nawet… wziąć udział w lekcji gotowania tradycyjnych potraw suahili 😊 Zapraszamy w kulinarną podróż.

 

Wegański Zanzibar i lekcja gotowania z Sharą z Tangawizi Bistro

 

Kuchnia Zanzibaru

 

Na początek powiedzmy sobie jaka w ogóle jest kuchnia na Zanzibarze?

Przede wszystkim bardzo trudna do ścisłego zdefiniowania. To jeden wielki tygiel smaków, do którego składniki dorzuciły w trakcie dziejów historii bardzo różnorodne kultury. Rdzeniem jest oczywiście kultura suahili kontynentalnej Tanzanii, do której należą ludy Afryki Środkowej i Wschodniej. To oczywiście jest mocno splecione ze stricte wyspiarską kulturą kulinarną Zanzibaru, w sensie geograficznym – czyli dominują tutaj ryby i owoce morza.

Ale to nie wszystko. Zanzibar, jak na tak małą wysepkę ma naprawdę zdumiewająca historię i swoje piętno odcisnęło tu wiele innych kultur. A „piętno historii” to całkiem dobre określenie, bo w historii Zanzibaru znajdziemy rozdziały o podbojach, handlarzach niewolników, czy kolonizacji. I tak w kuchni Zanzibaru mieszają się tradycje i smaki arabskie, perskie, portugalskie, sułtanatu Omanu, indyjskie, brytyjskie czy chińskie. To dopiero jest kuchnia fusion!

 

Wegański Zanzibar, czyli co i gdzie jedliśmy i piliśmy?

 

Darajani Market

Darajani Market to główny targ w Stone Town, czyli starej części stolicy tj. miasta Zanzibar. Oprócz mięsa i ryb, jest tutaj warzywno – owocowy raj. Warzywa i owoce są wysycone słońcem, dojrzałe i pękają od smaku, ich zapach czuć z daleka podbity tropikalnym upałem. Trafiliśmy na sezon mango. Na stoiskach piętrzyły się stosy różnych odmian tego żółtego owocu, a ich słodki i aromatyczny zapach wręcz odurzał. Z produktów u nas nieznanych zmożna znaleźć casavę, czyli maniok, bulwy taro, plantany, owoce drzewa chlebowego i mnóstwo nieznanej zieleniny.

Są oczywiście też bardziej swojskie produkty jak pomidory, marchewka, czy czosnek. Dostaniemy też ziarna, strączki i mnóstwo odmian ryżu o różnej jakości. Shara (o której będzie niżej) starała się wytłumaczyć mi różnicę np. trzech różniących się jakością i ceną ryżów basmati. Niestety, za chiny nie byłam w stanie dostrzec tych niuansów. Ta sztuka ewidentnie wymaga czasu i praktyki. Nie będziemy się drugi raz rozpisywać, bo o Targu Darajani napisaliśmy osobny wpis, więc koniecznie zajrzyjcie – warto! Targ Darajani. Kolorowy zawrót głowy.

Darajani Market - dojrzałe plantany, maniok i słodkie ziemniaki
Darajani Market – dojrzałe plantany, maniok i słodkie ziemniaki

 

Zanzibar Darajani market maniok
Darajani Market – maniok

 

wegański Zanzibar Darajani Market

 

wegański Zanzibar Darajani Market

 

wegański Zanzibar Darajani Market

 

wegański Zanzibar Darajani Market

 

Śniadania, lunche, kolacje i napoje na Zanzibarze

 

Napoje

Po przyjeździe rzuciliśmy się przede wszystkim na świeżo robione soki, głównie z naszego ukochanego mango. Mango w tropikach, dojrzałe na słońcu smakuje zupełnie inaczej niż zerwane zielone, transportowane w chłodni i ciemności, a na koniec zakupione w sklepie w Polsce. Nie da się tego porównać. Ćpaliśmy ten sok do momentu, aż nastąpiło zupełne wysycenie organizmu. Stało się to podczas śniadania na plaży w Matemwe, nie wiem kto przyznał się pierwszy, ale okazało się, że oboje mamy już po dziurki w nosie świeżo robionego soku z mango. Takie zblazowanie! 😀 Na usprawiedliwienie dodam, że sok taki był aż gęsty od miąższu i tak słodki, że wystarczyłby za samo śniadanie.

Od tamtego dnia przerzuciliśmy się na sok z kokosa, który nie był wodą kokosową, ani mlekiem, tylko jak przypuszczam napojem powstałym z trzeciego lub czwartego odciskania miąższu kokosowego. Pyyycha!

Piliśmy też oczywiście wodę kokosową ze świeżych kokosów, którą uwielbiamy i która zawiera mnóstwo elektrolitów (które wytracamy z potem), więc jest wprost wymarzona na upały.

Wszędzie gdzie była możliwość zasysaliśmy też mój ukochany sok z trzciny cukrowej wyciskany z limonką i imbirem. Bardzo słodkie, więc dodaje energii i orzeźwiające jednocześnie. Cudowne na upały!

Udało nam się też wypić takie ekstrawagancje jak sok, a właściwie koktajl z glonami morskimi. Smaczny.

Kolejnym naszym przysmakiem został zimny napar z hibiskusa, który pamiętam z Afryki Północnej. Również bardzo orzeźwiająca sprawa w upalny dzień. Do śniadania piliśmy też standardowo herbatę (ja) i kawę (Wilk), w czym oczywiście nie ma nic specjalnie ciekawego, oprócz sposobu podania. W trzech miejscach spotkaliśmy się z opcją podawania ich w… sporych termosach! Dość ciekawe rozwiązanie przy 36 – stopniowym upale. Dla mnie genialne! Raz, że uwielbiam herbatę gorącą niezależnie od temperatury otoczenia, a dwa, że zamiast małej filiżanki herbaty na trzy, może sześć łyków, serwowanej mi w większości miejsc na świecie (co działa na mnie, delikatnie mówiąc – irytująco) dostawałam porządny termos na kilka dolewek. Bosko.

 

wegański Zanzibar śniadanie

 

wegański Zanzibar smoothie mango

wegański Zanzibar sok z kokosa

 

wegański Zanzibar woda kokosowa

 

wegański Zanzibar woda kokosowa

 

wegański Zanzibar woda kokosowa

 

wegański Zanzibar kokos

 

wegański Zanzibar sok z trzciny cukrowej

wegański Zanzibar sok z trzciny cukrowej

 

wegański Zanzibar sok z trzciny cukrowej

 

wegański Zanzibar sok z trzciny cukrowej

 

wegański Zanzibar sea weed center

 

wegański Zanzibar sea weed center

Śniadania

Tak jak wspomniałam we wstępie – to nie była podróż tropem jedzenia. Za krótko tam byliśmy, żeby się na nim skupiać, gdy w okół białe jak mąka plaże, turkusowo – seledynowy ocean, baobaby, kolibry i inne takie 😊Śniadania jadaliśmy w miejscach noclegu, a były to: hotel w Stone Town, pokój w domu Szwajcarki z Airbnb na plaży w Jambiani oraz chatka na plaży – bungalow w Matemwe.

Na śniadania wszędzie motywem przewodnim były świeże owoce. Nie można mi bardziej dogodzić 😉 Śniadania w Stone Town zawierały w sobie echa śniadań brytyjskich – fasolka w sosie pomidorowym, smażony pomidor, a zaraz obok do kompletu smażony platan, czy naleśnik z platanem 😊. Do tego na szczęście wybór owoców. U Sabine ze Szwajcarii oprócz owoców dostawaliśmy masło orzechowe, kilka domowej roboty konfitur oraz robiony przez nią chleb. W Matemwe gościliśmy w bungalowach prowadzonych przez miejscowych i tam oprócz owoców i soku z mango dostawaliśmy a’la naleśniki, których podobieństwo do indyjskiej parathy jest bezdyskusyjne.

wegański Zanzibar śniadanie

 

wegański Zanzibar śniadanie

 

wegański Zanzibar śniadanie

wegański Zanzibar śniadanie

 

Lunche i kolacje

Na pierwszy rzut oka wegański Zanzibar nie był na wyciągnięcie ręki. Jeśli chodzi o dania główne, oferta w restauracjach nastawionych na turystów oraz w bungalowach przedstawiała się według podobnego schematu, czyli: większość dań to ryby i owoce morza, czyli specjalność Zanzibaru, potem kilka pozycji europejskich, czyli makarony, pseudo pizze, hamburgery, frytki, a na końcu jedna, czy dwie pozycje kuchni tradycyjnej swahili przerobione pod turystyczne podniebienie, najczęściej warzywne curry. Te, bo na nie polowałam, były przerobione – czyli czytaj: pozbawione intensywnych smaków. Przynajmniej dla nas. W miejscu takim jak Zanzibar, gdzie tradycyjnie przygotowuje się np. cudowne, niesamowicie aromatyczne pilawy z ryżu (ryż gotowany z przyprawami i rozmaitymi dodatkami w zależności od rodzaju), podawanie białego, ugotowanego na wodzie ryżu bez niczego, a więc bez smaku było dla mnie jak policzek. A mdłych warzyw drugi. Czasami wolałam już zjeść frytki z sałatką niż kolejne mdłe pseudo – curry warzywne.

Najczęściej jadałam z tym ryżem rozmaite warzywne curry, w których jak przypuszczam ilość przypraw została zredukowana do kilku procent wartości wyjściowej. Czasami było lepiej, czasami gorzej, ale fajerwerków zbytnio nie było, raczej same kapiszony. W sumie najlepiej wspominam jedzenie na nocnym markecie w Stone Town, o czym przeczytacie poniżej.

Gdybym tak na tym zostawiła sprawę, to zostałabym z naprawdę dojmującym uczuciem niedosytu. Na szczęście zafundowaliśmy sobie lekcję tradycyjnego gotowania z Sharą z Tangawizi Bistro. I to był strzał w dziesiątkę i – w końcu – same fajerwerki! Ale po kolei.

wegański Zanzibar curry

 

wegański Zanzibar curry

 

wegański Zanzibar sałatka

 

wegański Zanzibar sałatka

 

Forodhani Gardens Street Food Market

Najbardziej pod względem kulinarnym podobało nam się w Stone Town. W restauracjach i barach wyjątkowo jak na nas nie pogościliśmy, głównie z powodu dość krótkiego pobytu w mieście (interior! plaże!) i mniejszych mocy przerobowych żołądka w upale.

Za to wieczorem wybraliśmy się na Forodhani Food Market. Jest to nocny targ kulinarny przypominający mi plac Jemaa el Fna w Marakeszu, czy azjatyckie  nocne food courty. Mając jeszcze w świeżej pamięci rozkosze podniebienia jakich doświadczaliśmy nocami na ulicach i food courtach w Malezji, stawiliśmy się na Forodhani Food Market już pierwszego wieczoru na Zanzibarze. Mimo, że jest to dość turystyczne miejsce, to przychodzi tam również mnóstwo miejscowych, a tym samym można liczyć na autentyczne smaki. Jak się później okazało, był to bardzo dobry wybór.

Na Forodhani Food Market w menu można znaleźć głównie mięso, ryby i owoce morza w kilkunastu wariacjach przygotowane do zgrillowania. Są też warzywa rozumiane jako dodatki, ale nie było najmniejszego problemu z przygotowaniem wegańskiego dania. Przemiły Zanzibarczyk wybrał i przygotował specjalnie dla mnie danie: ogromną porcję grillowanych plantanów, owocu drzewa chlebowego, słodkiego ziemniaka oraz manioku z falafelami (o innym składzie i strukturze niż znane u nas) z chilli, sałatką i lokalnym chlebem. Danie było naprawdę dobre, a przede wszystkim odkrywcze. Pierwszy raz jadłam owoc drzewa chlebowego oraz maniok, grillowany plantan z chilli też mi bardzo posmakował. Objadłam się niemiłosiernie, a ponieważ większość rzeczy na talerzu to były produkty skrobiowe i tym samym mocno treściwe, żeby nie powiedzieć zapychające (a dopchałam jeszcze chlebem), to w trakcie powrotu do hotelu nie byłam już pewna, czy pękam, czy rodzę 😉

Słynnym daniem na Forodhani Gardens jest Zanzibari pizza, czyli chlebek chapati posmarowany majonezem lub sosem pomidorowym i wypełniony dodatkami: mięsem, warzywami i jajkiem oraz zapieczony. Słowo pizza jest tu oczywiście dość umowną nazwą. Mieliśmy spróbować przed wyjazdem, oczywiście w wersji wegańskiej, ale los zechciał inaczej.

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

wegański Zanzibar Forodhani Gardens

 

Lekcja gotowania z Sharą z Tangawizi Bistro

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

Tak jak pisałam wcześniej – nie byłabym za bardzo usatysfakcjonowana kulinarnym Zanzibarem, gdybym nie zdecydowała się na lekcję gotowania z Sharą z Tangawizi Bistro.

Shara z córką organizują rozmaite grupowe lekcje gotowania tradycyjnej kuchni swahili, ale na ich stronie wszystkie kursy zawierały większość dań z ryb lub mięsnych. Bez dużych nadziei napisałam do niej maila z zapytaniem o możliwość przygotowania indywidualnego, wegańskiego kursu z „menu na miarę”. Shara odpisała przemiło, że jak najbardziej, bez kompletnie żadnego zdziwienia czy problemu. Od razu zaproponowała dania, które możemy zrobić.

Byłam przemiło zaskoczona! Chciałam jeszcze włączyć w naszą lekcję elementy znajdujące się w jej stałych kursach i również nie było z tym absolutnie żadnego problemu. Koniec końców, w ramach jednej usługi mieliśmy: wizytę i zakupy produktów do gotowania z Sharą na Darajani Market, wizytę na Farmie Przypraw (o czym będziemy pisać osobno) oraz indywidualną lekcję gotowania wegańskich dań kuchni swahili – tylko nas dwoje i Shara. I to wszystko kosztowało nas dokładnie tyle samo co standardowa grupowa usługa, czyli 35$ od osoby.

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

Shara nie tylko okazała się osobą otwartą na niestandardowe rozwiązania, ale niezwykle pozytywną, radosną, ciekawą i inteligentną. Samo poznanie Shary było wartością samą w sobie. Przegadaliśmy cały nasz wspólny czas poruszając całe spektrum tematów – od żartowania, przez turystykę po poważne sprawy jak kwestie społeczne i polityczne. Dowiedzieliśmy się mnóstwa rzeczy o Zanzibarze i nie tylko. Shara do swojej pracy podchodzi z niesamowitą pasją, jest tu i teraz, więc czuliśmy się zupełnie wyjątkowo, żadnej rutyny.

A jak przebiegała lekcja gotowania?

Wspólnie zrobiliśmy zakupy na Targu Darajani – warzywa, kokosy i przyprawy, dzięki czemu mieliśmy możliwość poznać wiele nowych produktów. Następnie naszym autem (mieliśmy wynajęte) udaliśmy się na Tangawizi Spice Farm, gdzie my odbyliśmy nasz spice tour, a w tym czasie Shara przygotowała stanowisko do gotowania.

Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, bo szukaliśmy jak najbardziej autentycznego doświadczenia i ku naszej radości okazało się, ze będziemy gotować po prostu na świeżym powietrzu, w wiosce, na kawałku platformy ocienionej palmowymi liśćmi, na tradycyjnych paleniskach. Warto też wspomnieć, że Shara dzięki pomocy w stworzeniu w tym miejscu ogrodu przypraw oraz prowadzeniu lekcji gotowania dla turystów dała miejscowym zatrudnienie. Nie pozwoliła nawet nam sprzątnąć śmieci i obierków, bo jest osoba z wioski, która to robi za pieniądze od niej, czyli od nas! Ponadto całe zrobione i niezjedzone przez nas jedzenie również trafia do ludzi z wioski. Tak lubię.

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

Ugotowaliśmy tradycyjny pilau, czyli ryż z przyprawami, którego smak był po prostu obłędny. Od tego momentu uznaję gotowanie ryżu tylko w osolonej wodzie za obłęd 😉 Zrobiliśmy także liście słodkiego ziemniaka w mleku kokosowym z cebulą i czosnkiem, okrę i bakłażany w mleku kokosowym, Swahili Indian Irish Potatoes (to dopiero Fusion kolonialny!) a na deser plantany w mleku kokosowym.

Tak, wiem – prawie wszystko z mlekiem kokosowym! Kokos powinien być symbolem Zanzibaru 🙂 Jednak każde danie z mlekiem kokosowym smakowało zupełnie inaczej w zależności od składników i przypraw. Ponadto mleko kokosowe robiliśmy sami wyskrobując ręcznie koprę na specjalnym urządzeniu (nie mogę sobie darować, że nie przywiozłam). A jak się to robi? Po wyskrobaniu kopry, dolewa się wody i następnie odciska wiórki. Pierwszy odciśnięty płyn to śmietanka kokosowa. Potem powtarzamy czynność jeszcze 2 – 3 razy, za każdym razem uzyskując coraz lżejsze mleko. Co ciekawe, do różnych przepisów używa się właśnie różnych rodzajów mleka, a czasem w kiedym przepisie 2 – 3 rodzaje, dodając różne na różnym etapie gotowania.

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

I tak spędziliśmy kilka godzin na przygotowywaniu i obieraniu składników, gotowaniu i gadaniu, aż wreszcie zasiedliśmy z solidnie już burczącymi brzuchami do uczty. I wiecie co? To było coś niesamowitego… Najlepsze jedzenie, jakie jedliśmy od dawna, a już na pewno na Zanzibarze. Wegański Zanzibar odnaleziony i jedzenie takie, jakiego szukałam – tradycyjne, głębokie i wielowarstwowe, aromatyczne, pełne przypraw oraz gotowane z radością i sercem. Obżeraliśmy się jakbyśmy jedzenia miesiąc nie widzieli. Dobrze, że ugotowaliśmy tak dużo wszystkiego, bo inaczej ludzie w wiosce mogliby tylko wylizać garnki 😉

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

wegański Zanzibar Tangawizi Bistro lekcja gotowania

 

To było cudowne doświadczenie i na pewno jak tylko wrócimy na Zanzibar, to od razu umawiam się na kolejne gotowanie z Sahrą i wynajmujemy ją jako przewodnika! Oprócz tego Shara była jeszcze tak miła, że na koniec podjechała z nami z powrotem na targ, żebym mogła kupić moździerz z drewna palmowego, który używaliśmy w cenie dla miejscowych oraz obiecała mi przysłać wegańskie przepisy kuchni swahili – i dotrzymała obietnicy. Niektóre z przepisów uda mi się zrobić w Polsce (stay tuned!), innych raczej nie ze względu na brak składników (chyba, że ktoś wie gdzie dostać taro albo świeże liście słodkiego ziemniaka? 😉) W każdym razie na pewno dostępne w Polsce pozbawione aromatu i słodyczy banany, spokojnie mogą robić za plantany 😃 A przepisy na jakie dania dostałam?

Tradycyjny zanzibarski pilau, Ziemniaki swahili, Bakłażany w mleku kokosowym, Kokosowy ryż, Kachori – kulki ziemniaczane, Fasola w mleku kokosowym z cebulą i czosnkiem, Lentil badia – kule z soczewicy smażone na głębokim tłuszczu, Zupa z soczewicy, Chutney z bakłażanów, Liście manioku w mleku kokosowym, Chapati, Chapati roll, Taro w mleku kokosowym, Pączki Mandazi, Kashata (deser) oraz na deser z plantanów.

Dziękujemy Sharo za spotkanie, Twoje towarzystwo i możliwość gotowania z Tobą!

Kontakt:

Tangawizi Bistro 

Shara +255 778 883 306
tangawizibistro@yahoo.com

 

A poniżej jeszcze trochę kulinarnych zdjęć z Zanzibaru:

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

wegański Zanzibar

 

To już wszystko w temacie naszych kulinarnych przygód. Mamy nadzieję, że udało nam się przekonać, że wegański Zanzibar jest możliwy! 🙂 Dajcie znać w komentarzach na dole jak Wam smakowało?

 

Miłego dnia! Lisia Kita

 

Jeśli Ci się podobało, to podziel się z innymi!
  • Pingback: Zanzibar – jak tam jest i co robiliśmy, czyli życie w rytmie pole – pole i hakuna matata. - Places and Plants()

  • Od kilkunastu lat jestem wegetarianką, obecnie bardziej skłaniam się ku weganizmowi i coś czuję, że Zanzibar by mi się kulinarnie bardzo spodobał, przede wszystkim ze względu na niesamowity wybór owoców.

    • Owoce i warzywa miały rajski smak, naprawdę – i nie jest to przesada. Za każdym razem jak spróbuję takich „prawdziwych” owoców, to zastanawiam się co my tu u licha kupujemy i jemy z marketów… Jakbyś potrzebowała wsparcia na wegańskiej drodze życia to pisz śmiało 🙂 Bałkany to dopiero wyzwanie – pamiętam, samo mięso, a nawet burek z serem, mamałyga z serem i śmietaną 😀

  • cudowna opowieść… w Polsce już nawet warzyw i owoców wygrzanych w słońcu nie uświadczysz. Wszystko hiszpańskie, choć i hiszpańskiego słońca nie widziało. Dlatego nie mogę się już doczekać moich własnych plonów. A o Zanzibarskich mango i prawdziwych bananach, cóż, miło przynajmniej poczytać:)

    • Moje marzenie – domek z ogródkiem i własne plony! Najgorsze, że nawet nasiona są już spaskudzone i modyfikowane :/

  • Super relacja <3

  • Fascynująca kulinarna opowieść! 🙂 Zazdroszczę gotowania z Sharą i przepisów 🙂 Czekam w takim razie na polskie wykonanie niektórych 😀

  • Woow! To musiało być niesamowite doświadczenia <3

  • Pingback: Migawki Kwiecień 04/2017 - Places and Plants()

  • Ile pyszności! Ile smakowych bodźców! Jaki ogrom składników, z których można wyczarować pyszne jedzenie! Wspaniała podróż, nie tylko w kulinarnym aspekcie! Pozdrawiam ciepło

  • Kolorowy kulinarny zawrót głowy. Przepiękna opowieść

  • Pingback: Tam gdzie pieprz i wanilia rosną. Spacer w tajemniczym ogrodzie przypraw na Zanzibarze - Places and Plants()

  • Ech, to był duży błąd…. weszłam na twój blog głodna 😉 Robię to zwykle innym, a teraz sama wpadłam na tę pułapkę 😉 PS Sezon na mango <3

  • Do tej pory Zanzibar kojarzył mi się tylko z Freddiem Mercurym, a tu takie cuda! Ślinka mi cieknie idę sobie melona ukroić 🙂

  • Śniadanie faktycznie wygląda jak brytyjskie 🙂 i też uważam, że mango smakuje zdecydowanie inaczej w Polsce! Przepiękne zdjęcia, narobiły mi ochoty na jedzonko 😛

  • Uwielbiam takie targi, gdzie unoszą się aromaty lokalnych przypraw, owoców czy warzyw! Wszystko wyglądało naprawdę pysznie! I te owoce do śniadania też by mnie kupiły! 🙂

  • Zanzibar to moje ogromne marzenie. Jeśli chodzi o podróżniczą bucket list to chyba moj nr 1. Uważam że nawet za sprawą samych tych wszystkich owoców, był by to mój wegański raj 🙂